Przygotowanie akustyczne pomieszczenia,
w którym chcielibyśmy
słuchać muzyki i/lub oglądać filmy
to ważna i potrzebna rzecz. Można nawet
powiedzieć, że to połowa sukcesu i dobrze,
jeśli przeprowadzimy ją na początku, bo
oszczędzi to i rozczarowań, i ewentualnych
remontów. A tego przecież byśmy nie
chcieli, prawda?
To samo tyczy się ukrycia
okablowania, szczególnie jeśli planujemy
bardziej rozbudowany system lub automatykę.
To jednak tylko przygotowania. Tym,
co czyni z katalogu sprzętu system, a więc
coś więcej niż zbiór przypadkowych urządzeń, jest WYBÓR. I o tym będzie ten
tekst - o tym, na co warto zwrócić uwagę,
jakie są możliwości i czego lepiej unikać,
kupując urządzenia do odtwarzania muzyki.
A warto zatroszczyć się o to, aby nagrania
zabrzmiały jak najlepiej. Przecież to,
jak brzmi orkiestra, zespół, wokalist(k)a
stanowi część wizji artystycznej i jako takie
przynależy nieodłącznie do danego
utworu.
Muzyka to jedna z bardziej ulotnych
form sztuki, i chyba najbardziej intensywna.
Tak się przynajmniej wydaje.
To dziedzina działalności człowieka,
która działa na wszystkie zmysły jednocześnie,
nawet jeśli część bodźców
jest tylko wyobrażona, bo ostatecznie
największym i najwrażliwszym organem
homo sapiens jest mózg, a ten jest
na muzykę wyjątkowo podatny. Stąd
już tylko krok do tego, co często nazywa
się audiofilizmem, a co w mniej
ekstremalnej wersji łączy się z określeniem
"meloman".
Zakładam, że Czytelnicy, którzy postanowili
ten tekst przebiec choćby pobieżnie,
są słuchaniem muzyki zainteresowani. Nie
ma znaczenia jakiej muzyki, bo to sprawa
indywidualnych upodobań i gustu - po
prostu MUZYKI. Jeśli tak jest w rzeczywistości,
to warto się zastanowić nad tym, czy
kupując mieszkanie, budując dom, urządzając go, nie warto by było pomyśleć od
razu nad tym, aby słuchać muzyki tak, jak
powinna być słuchana, jak ją słyszał muzyk/kompozytor.
Problemem są zazwyczaj
finanse, bo dom sam w sobie pochłania
każdą dostępną ilość gotówki, ale to chyba
najlepszy moment na to, aby zmienić jakość
życia na lepsze nie tylko w dziedzinie
"hard" materialnej, ale także w tej wersji
bardziej wysublimowanej. Jak to zrobić,
żeby jak najlepiej wydać pieniądze?
Zaczynamy
Albo nie, jeszcze słowo: będziemy
mówili niemal wyłącznie o systemach
stereofonicznych. Naczelną zasadą współ
czesnego rynku audio-wideo jest to, że nigdy,
powtarzam - NIGDY - system do kina
domowego nie odtworzy muzyki tak dobrze,
jak dedykowany system stereo.
Jeszcze
na końcu do tego powrócimy, ale warto
o tym wiedzieć już teraz. Teraz zaczynamy
więc naprawdę.
MINI-WIEŻA
Najprostszą formą obcowania z muzyką
w domu jest tzw. mini-wieża.
To zwarty,
kompaktowy system, który w jednej obudowie
(czasem w kilku) mieści wzmacniacz,
odtwarzacz CD (DVD), radio (tuner)
i kolumny. Te ostatnie są odłączalne,
ale najczęściej pozostają na zawsze przytwierdzone
do głównego korpusu. Z punktu
widzenia audiofilizmu, a więc dziedziny
wiedzy specjalistycznej, zajmującej się ocen
ą (subiektywną - przez słuchanie oraz
obiektywną - przez pomiary; najlepiej, jeśli
te dwie rzeczy idą ręka w rękę) jakości
urządzeń służących do odtwarzania dźwięku,
mini-wieża nie jest najlepszym wyborem.
Prawdę mówiąc, większość audiofili
powie, że to kaszana i obciach.
Przez
długi czas jakość takich zintegrowanych
systemów była bowiem naprawdę żenująca
i właściwie nie miało żadnego znaczenia,
co wybierzemy, pod warunkiem, że będzie
pasowało do stylistyki mieszkania. I nie
będzie drogie. Nie bądźmy jednak snobami
i powiedzmy, że w ostateczności, jeśli
stoimy twardo na stanowisku, że to nam
wystarczy, da się słuchać także na tym.
Ale,
żeby miało to sens, trzeba tak to urządzić,
żeby "wydobyć" z owego systemiku jak
najwięcej.
Przy kupnie mini-wieży generalna zasada
mówi, żeby nie kupować czegoś, co się bardzo
świeci, co ma mnóstwo ułatwień, gad
żetów itp. Jeśli na kolumnach napisano
np. "Moc 360 W", to wiedzmy, że to bzdura
i te głośniki nie zniosą więcej niż
10-15 W.
Zresztą nie o dane techniczne tu
chodzi - im wyżej w cenniku, tym bardziej
liczy się subiektywny odbiór dźwięku,
a nie same dane. Chodzi na przykład o to,
że najlepiej wybrać taki system, w którym
nie ma mnóstwa głośników - najlepiej jeśli
w kolumnie są dwa (bardzo rzadko, jak
w przypadku systemów JVC z głośnikami
o membranach wykonanych z drewna, dobre
rezultaty osiąga się też z pojedynczym
głośnikiem).
Dobrze też, jeśli kolumienki
mają obudowę drewnianą, ew. metalową -
choć to ostateczność. Zasadą naczelną
jest więc umiar. Załóżmy więc, że już kupiliśmy
coś fajnego. To dobry początek.
Żeby wszystko dobrze zagrało, należy teraz
wieżyczkę ustawić na jakimś stabilnym
podłożu, najlepiej czymś w rodzaju komody,
albo bieliźniarki.
Półka też będzie dobra,
warto jednak w takim przypadku postarać
się o kawałek marmuru (w dowolnie
wybranym kolorze), który postawimy pod
sprzętem. I najważniejsze - kolumny należy bezwzględnie odczepić od urządzenia
i rozstawić na szerokość ok. 1,5-2,5 m.
Wpierwszej części sporo o tym mówiliśmy,
jednak teraz powtórzmy - powinny
być one tak rozmieszczone, żeby znajdowa
ły się na wysokości uszu siedzącego słuchacza
i należy przy tym zadbać o to, aby
były w takiej samej odległości od niego.
Najlepiej ilustruje to diagram, w którym
słuchacz i kolumny tworzą trójkąt równoboczny
lub równoramienny. Tylko wtedy
usłyszymy coś z przestrzeni, a nie tylko
zbitą masę. Równie ważne jest to, aby kolumienki
stały na stabilnej powierzchni.
Najgorszym wyborem będzie przykręcenie
kolumn bezpośrednio do ściany - nie
róbmy tego! Półka, to niezbyt dobre miejsce,
ale i tak lepsze od ściany.
Pamiętajmy
o ustawieniu i postarajmy się o grubą płytę
MDF, albo płytki z marmuru pod kolumny
(docięte na wymiar jej spodu), na których
będzie można je postawić. Tak przygotowany
sprzęt będzie wyglądał dalece
bardziej "nobliwie", a przy tym lepiej zagra.
Przykręcenie do ściany byłoby niez
łym pomysłem, ale pod warunkiem, że
zrobilibyśmy to za pośrednictwem specjalnych
uchwytów.
Takie stabilne mocowanie
może być bardzo dobrym rozwiązaniem,
pod warunkiem, że będziemy pamiętali
o odległości między kolumnami, słuchaczem
i wysokości. Powtarzam się trochę,
ale to naprawdę kluczowe i podstawowe
sprawy, które mają zastosowanie niezależnie od tego, czy kolumny kosztują 100 zł,
czy 100 000 zł (to wcale nie są najdroższe
kolumny; najdroższe, jakie znam kosztują
ok. 1 000 000 USD).
SEPARACJA
Nie, nie chodzi mi o to, że aby móc słuchać
muzyki na dobrym sprzęcie, trzeba się rozejść
z małżonką (-iem), a o to, że idąc
w górę z jakością dYwięku system zaczyna
się dzielić na coraz więcej urządzeń. Co
prawda, istnieją od tego wyjątki (przyjrzymy
się im w osobnym akapicie), jednak zasada
jest właśnie taka.
Jeśli bowiem zdecydujemy się wyjść
z dYwiękowego żłobka, jakim jest miniwie
ża, i będziemy wreszcie chcieli usłyszeć
(niemal zobaczyć), jak naprawdę brzmi
głos Katie Melua, albo trąbka Tomasza
Stańki, trzeba będzie dojrzeć. Dojrzeć zarówno
do większych wydatków (tego nie
da się uniknąć), ale także do świadomości,
że wkraczamy na teren zarezerwowany dla
miłośników muzyki i dYwięku zarazem,
gdzie trzeba przestrzegać pewnych zasad.
Najprostszy system składa się z odtwarzacza
CD, wzmacniacza zintegrowanego
oraz kolumn. I oczywiście kabli, którymi
trzeba to połączyć.
Powiem to teraz, żeby
potem nie jątrzyć: niestety, tak - niestety,
jakość kabli połączeniowych ma wpływ
na jakość dźwięku. Dlatego nie warto skąpić na kabelkach. Generalna zasada mówi,
aby wydać na kable 10-20% tego, co przeznaczamy
na urządzenia. Proszę nie zmieniać
kanału! Tak to już jest i im szybciej
przywykniemy, tym lepiej.
Jeśli do samochodu
kupujemy dobre opony, to wiedzmy,
że z kablami jest podobnie - pojedziemy
na każdej, ale jedne będą lepsze niż inne.
Latwo więc obliczyć, że jeśli kupujemy
kolumny za, powiedzmy 10 000 zł, takiż
wzmacniacz i CD, to kable będą kosztować
3000-6000 zł. Zgroza!
Nie należy
z tym przesadzać, ale tylko w ten sposób
uda się złożyć system, który zagra tak, jak
sobie życzymy. Dla porządku powiem, że
moje kable kosztują... Albo nie powiem,
nie zamierzam doprowadzić do separacji,
przynajmniej w moim domu :-) W każdym
razie kosztują niemało.
Kable mamy już więc za sobą. Teraz główne
składniki. Najtańsze urządzenia, jakimi
warto się zainteresować zaczynają się
w okolicach 700 zł, a powyżej 1000 zł mamy
coraz większy wybór. Niestety, chodzi
o cenę za KOMPONENT.
Jeśli więc składamy
system z trzech elementów, czeka
nas wydatek rzędu 3000 zł + kable - jakieś
500 zł. Do tego, jeśli kupimy małe kolumny,
w języku angielskim nazywane "bookshelf",
których jednak nie wolno stawiać
na półce na książki, będziemy musieli do
tego doliczyć jeszcze ok. 300 zł (minimum)
na podstawki pod kolumny. Tak wyglądają
znacznie lepiej i wyraźnie lepiej grają.
Jest także kilka zasad, których należy się
trzymać w czasie samych zakupów.
O ile
w przypadku mini-wieży najlepszym
miejscem na polowanie będą duże sieci
handlowe, bo tam mini-wieżę dostaniemy
najtaniej i wybór będzie największy,
o tyle w przypadku audiofilskich komponentów
(a o takich tutaj mówimy) bezwzględnie
należy udać się do specjalistycznego
salonu audio (wideo).
Nie ma
wyjścia i trzeba przy zakupach podeprzeć
się wiedzą sprzedawcy. Ta, niestety, nie zawsze
jest - jakby to powiedzieć - duża, jednak
od czegoś warto zacząć. Drugim źródłem wiedzy niech będą
nasze uszy. To
ostatecznie my kupujemy sprzęt, to nasze
pieniądze i to nasza muzyka. Przed udaniem
się do salonu warto tam zadzwonić
i umówić się na odsłuch.
Z "marszu" też
można to przeprowadzić, jednak lepiej się
zapowiedzieć.
W takiej rozmowie należy powiedzieć:
1. Ile mamy do wydania.
2. Czego oczekujemy.
3. Jakiej wielkości pomieszczeniem dysponujemy.
4. Jakiej muzyki słuchamy.
Wszystkie te elementy muszą zaistnieć
równocześnie, w przeciwnym razie sprzedawca
może nie utrafić w nasze oczekiwania.
Najbardziej delikatnym punktem jest
oczywiście ten dotyczący pieniędzy. Proszę
mi wierzyć - nikt nie chce Państwa okraść.
To jest po prostu pierwsze, co obsługa musi
wiedzieć, ponieważ ceny za jeden element
wahają się, jak powiedziałem, między
1000, a 1 000 000 zł. W przeciętnym salonie
audio-wideo znajdziemy co najmniej
kilkaset odtwarzaczy, wzmacniaczy, kolumn,
kabli itp.
I stąd informacja o pieniądzach jest podstawowa. A będąc przy nich,
moja osobista, wynikająca z wielu lat doświadczenia,
rada: kiedy postanowimy, ile
wydamy, dodajmy do tego jakieś 25-30%.
Naprawdę. Inaczej niemal na pewno dość
szybko przyzwyczaimy się do lepszego
dYwięku i będziemy zaraz chcieli wymienić
w systemie któryś z elementów na lepszy.
A tak "kupujemy" sobie - dosłownie
i w przenośni dużo więcej czasu. Bo zadziwiaj
ące jest, jak szybko człowiek "uczy się"
dobrego dYwięku. Nie jest prawdą, że jeśli
słoń nadepnął nam na ucho, a pani od muzyki
na czas występów na akademiach wysy
łała nas do kiosku po prasę, to nie usłyszymy
różnicy. To jest jak z dobrym łóżkiem.
Śpiąc przez lata na czymś zwykłym
nie potrafimy nawet zdefiniować naszych
oczekiwań wobec czegoś lepszego. Jeśli
jednak pośpimy przez jakiś czas na markowym
materacu, dostosowanym do naszej
wagi, kształtów ciała itp., to już zawsze potem
będziemy jak księżniczka na ziarnku
grochu. Będziemy po prostu bardziej wybredni,
bo zdobędziemy wiedzę i doświadczenie.
Załóżmy więc, że jesteśmy umówieni
i idziemy do salonu na odsłuch. W takim
przypadku bezwzględnie należy ze sobą
wziąć kilka płyt, których słuchamy najczęściej
i najlepiej kogoś w charakterze głosu
doradczego.
To może być znajomy, który
miał styczność z lepszym sprzętem, polecony
przez znajomych audiofil, albo - i to
jest najlepsze wyjście - żona lub przyjació
łka. Prawda jest bowiem taka, że kobiety
słyszą lepiej od mężczyzn. Naprawdę.
Brakuje im jedynie aparatu terminologicznego,
żeby wytłumaczyć to, co słyszą. Z zasady
jednak systemy, których dYwięk
spodobał się Paniom są wyborami udanymi.
A zresztą - i tak trzeba będzie negocjować
z nimi wygląd naszych wymarzonych
klocków
Sytuacja jest prostsza, jeśli kupuj
ącym jest kobieta, a jeśli wierzyć statystykom,
ponad połowa kupujących urządzenia AGD to w tej chwili ta lepsza część
ludzkości. W tym przypadku moc decyzyjna
i wykonawcza spoczywają w jednym
ręku.
No dobrze - umówiliśmy się, przyszliśmy
z płytami oraz osobą towarzyszącą i co dalej?
Do odsłuchu powinny być zawsze co
najmniej trzy systemy: ten, który proponuje
nam sprzedawca oraz dwa kolejne,
w podobnym przedziale cenowym, których
elementy będziemy porównywali.
Stąd na odsłuch trzeba przeznaczyć od godziny
do kilku dni. Nie spieszmy się, słuchajmy
spokojnie - po to są salony. Jeśli
już się jednak zdecydujemy i uznamy, że
jesteśmy zadowoleni z obsługi, to bądYmy
tym ludziom (firmie) wierni: nie biegnijmy
do Internetu, żeby kupić coś taniej. To
zawsze kończy się źle - wcześniej czy później, a poza tym to nieuczciwe.
Ceny w sieci
są niższe właśnie dlatego, że nikt nie
musi nam prezentować sprzętu, nie musi
go mieć na stanie itd. A jedną z ważniejszych
zalet salonów audio-wideo są ludzie,
którzy tam pracują. Audiofilizm, słuchanie
muzyki, czy jak tam to nazwiemy, w przewa
żającej mierze opiera się bowiem na wiedzy
kumulatywnej, "uczymy się" dYwięku,
trenujemy słuch, w pewien sposób go szkolimy.
A przy zakupach chcąc nie chcąc,
musimy skorzystać z wiedzy kogoś, kto się
na tym zna lepiej.
INTEGRACJA
W poprzednim akapicie wspomniałem
o tym, że wbrew tendencji do coraz większej
separacji, w wyższej części cennika,
gdzieś powyżej 3000 zł znajdziemy także
kilka przykładów odmiennej koncepcji polegaj
ącej na integracji. Pamiętają Państwo
radiolę ze szkolnego sekretariatu? To taki
zintegrowany system stereo.
Znajdziemy
takie także w wyrafinowanym towarzystwie
urządzeń specjalistycznych. Niegdyś
z pogardą odrzucane, wracają z nową siłą,
głównie dzięki temu, że nie traktuje się ich
jako tańszych odpowiedników, a jako sposób
na ominięcie wielu problemów związanych
z osobnymi urządzeniami - obsługi,
miejsca itp.
Nowe systemy kompaktowe są niezwykle
łatwe w obsłudze i najczęściej bardzo ładne.
Grają też nie gorzej niż ich rozdzieleni
kuzyni. Żeby to jednak miało sens, trzeba
za to zapłacić. Najtańsze, godne polecenia
urządzenia firmy NAD kupimy za kilka
tysięcy złotych. Warto też zapytać o systemy
Primare i Arcama. Wszystkie mają wysokiej
klasy odtwarzacz CD (albo DVD),
dwa wzmacniacze (Arcam ma też wersję do
kina domowego), tuner, obsługę drugiej
strefy (możemy słuchać muzyki także
w drugim pomieszczeniu) i są niewielkie.
Warto więc przemyśleć zakup pod tym kątem. Warunkiem wstępnym musi być
przekonanie, że nie zamierzamy w systemie
przez dłuższy czas niczego zmieniać,
bo np. wymiana samego CD będzie nieco
utrudniona...
KINO CZY STEREO?
W podrozdziale Separacja zajęliśmy się
ogólnie sztuką kupowania na podstawie
systemu, który można nazwać "startowym":
każdy element za jakieś 1000 zł
(plus-minus). To absolutny start dla dźwięku
wysokiej jakości i niezależnie do tego,
co nam ktoś będzie mówił, bo poniżej tej
kwoty tylko nieliczne urządzenia i to raczej
w pobliżu 800 zł niż 500 zł potrafią
wydać z siebie satysfakcjonujące dźwięki.
A prawdziwa muzyka zaczyna się wyżej.
Ile powinniśmy wydać na system? Tyle, żeby
być z niego zadowolonym. Nie ma innej
odpowiedzi. Poza tym, część z Państwa za
jakiś czas będzie chciała w nim coś poprawić.
To normalne, to znak, że się uwrażliwiliśmy
i na muzykę, i na dźwięk. Dlatego
warto od razu podjąć kilka decyzji tyczących się tego, jaki kierunek przybierze nasza
podróż. Pierwsza i najważniejsza decyzja
będzie dotyczyła tego, czy to ma być
system tylko do muzyki czy do kina domowego.
Brutalna - choć, jeśli się jej przyjrzeć,
to oczywista - prawda jest bowiem taka:
nigdy system do kina domowego kosztuj
ący, rzucam jakąś cenę, 5000 zł nie zagra
muzyki tak dobrze jak kosztujący tyle samo
system stereo.
Przecież nie ma tak, że
za te same pieniądze dostaniemy czegoś
więcej. W stereo mamy dwa kanały, a więc
dwie końcówki mocy (wzmacniacze), dwie
kolumny, dwa kable głośnikowe itd. W kinie
- po pięć, z szóstym subwooferem.
A do tego drogą sekcję wizyjną. Dlatego od
razu, na wstępie, trzeba podjąć decyzję: kino
czy stereo?
Nie chcę rozstrzygać tego za nikogo, to
ostatecznie będą Państwa pieniądze, jednak
chciałbym podrzucić jakieś rozwiązanie.
Najlepiej, najłatwiej, najbardziej elegancko
mieć te dwa systemy rozdzielone.
Kropka. Najprostszym rozwiązaniem będzie
zakup systemu do kina i stereo
i umieszczenie ich albo w osobnych pokojach,
albo w tym samym, ale np. na sąsiedniej
ścianie.
Można też pomieścić wszystko
razem, jednak wówczas kolumny do kina
muszą być jak najmniej rzucające się
w oczy. Jest bowiem tak, że efekty kinowe
nawet z niedrogich pudełek rozpalą nas do
czerwoności jeszcze długo po zakupie - kino
to głównie gwałtowne emocje, a te da
się dość prosto wywołać.
Dzieląc więc pieni
ądze, a nie chcąc wydawać za dużo, lepiej
kupić jakiś przyjemny, kompaktowy system
do kina, a gro przeznaczyć na stereo.
Takie zintegrowane systemy home theater
ma każdy liczący się producent elektroniki
i najlepiej, jeśli pozostaniemy przy sprawdzonych
markach.
To wysoko zaawansowana
technologia i wolałbym mieć pewność,
że będzie to grało jak najdłużej, a jak
się zepsuje, to będę w stanie dokonać naprawy
w dobrym, firmowym punkcie napraw.
Na co warto zwrócić uwagę - żadnych gad
żetów, iluminacji, a więc zasada ta sama
co przy mini-wieży. Odtwarzacz DVD powinien
wypuszczać sygnał wideo łączem
cyfrowym HDMI w postaci 1080.
To liczba
linii na ekranie, gwarantująca dobrą jakość
(to tzw. full-HD). Warto też pomyśleć od
razu o wyświetlaczu (plaYmie, LCD itp.)
z wejściem HDMI. Tylko takie łącze
w sprzęcie tej klasy zapewni naprawdę dobry
obraz. Nie warto jeszcze rzucać się na
systemy wysokiej rozdzielczości, takie
jak Blu-Ray czy HD-DVD. Oferują one
obraz i dYwięk daleko lepszy niż ten
z DVD, jednak raz, że są dwa i nie wiadomo
który się ostanie, a dwa, że to
wciąż technologia w powijakach i urzą-
dzenia nie są jeszcze tak dobre, jak moż-
na by oczekiwać. Tyle o kinie.
Ale można jeszcze zrobić pewną sztuczkę,
którą zrobiłem i ja: do wysokiej klasy systemu
stereo podłączyć dobry odtwarzacz
DVD. Mamy wówczas dźwięk stereo bez
subwoofera i kanałów tylnych, jednak jest
on wielokrotnie lepszy od tego, co uzyskamy
z tanich, zintegrowanych systemów.
Raz usłyszany dYwięk filmowy w dobrym
stereo zawsze powali na kolana nawet najbardziej
efektowne sztuczki z przestrzenią
wielokanałową niedrogiego systemu 5.1.
W GÓRĘ
Kiedy już podjęliśmy pierwsze decyzje,
kiedy wiemy, ile chcemy wydać, czas na
kolejne decyzje. W ramach szeroko pojętego
uniwersum stereo istnieją bowiem różne "szkoły" i mamy różne możliwości.
Najłatwiej jest z odtwarzaczem CD - to powinno
być możliwie najlepsze urządzenie,
które bez problemu odtworzy większość
płyt, także nieco porysowanych. Ze
wzmacniaczami jest inaczej.
Mamy bowiem
do wyboru między wzmacniaczami
tranzystorowymi i lampowymi. Wbrew temu,
do czego nas przyzwyczajono, lampy
nigdy nie zeszły ze sceny. Używane są
wciąż przez wojsko w urządzeniach
nadawczych, radarach itp., a nawet w myśliwcach
MIG-29 (w układach stabilizacji
napięcia). W pewnych aplikacjach lampy
są bowiem niezastąpione.
Są też jedną z wizytówek
audio. Wzmacniacze lampowe
grają nieco inaczej niż tranzystorowe.
Wkategoriach absolutnych trudno powiedzieć,
które są lepsze, bo nawet jeśli do niedawna
uważano, że w topowych systemach
sprawdzają się jedynie wzmacniacze lampowe,
to ostatnio pojawiło się sporo urządzeń tranzystorowych, które są całkowicie
satysfakcjonujące.
Trzeba więc się zdecydować,
czego oczekujemy. Wzmacniacz
lampowy oferuje piękny, ciepły dYwięk,
który nigdy niczym nie urazi. Najczęściej
urządzenia tego typu są też ładnymi "meblami",
oferującymi coś więcej niż zwykłą,
nudną "paczkę".
Minusem lamp jest ich
mniejsza trwałość. Przy normalnym użytkowaniu
lampy wystarczą jednak na jakieś
3-6 lat grania. Potem zamawiamy nowe,
a w naszym salonie nam je wymieniają i od
nowa. Wzmacniacz lampowy grzeje się też
znacznie bardziej niż tranzystorowy. Dlatego
nie można go wsadzić do półki, szafki
itp.
Z kolei tranzystory (na podstawowych poziomach
cenowych) mają zazwyczaj dok
ładniejszy, czystszy dzwięk. Lepiej też
grają bas. Ich cechą jest jednak coś, co audiofile
nazywają "technicznym" brzmieniem.
Uważa się bowiem, że to lampy podaj
ą bardziej naturalny, może nie tak dok
ładny, ale na pewno przyjemniejszy
dźwięk.
Prawda leży gdzieś pośrodku, jednak coś w tym jest. Jeśli zdecydujemy się już na wzmacniacz, to czas na
kolumny. I tutaj zmiennych jest tak dużo, że trzeba naprawdę dużego wyczucia
i wiedzy, żeby wszystko ze sobą złożyć. Mamy bowiem małe kolumny,
które nazywa się podstawkowymi, albo monitorami (od funkcji,
jaką często spełniają w studiach nagraniowych) oraz duże kolumny nazywane
wolno stojącymi, albo podłogowymi. Przy niskich poziomach cenowych
niemal niepodzielnie królują te pierwsze. Jeśli zobaczymy kolumny
wolno stojące poniżej 1000 zł, to wiedzmy, że raczej nie spełnią naszych
wymagań. W takim przypadku lepiej wybrać mniejsze kolumny, do których
trzeba będzie dokupić podstawki.
Nie sugerujmy się przy tym liczbą
głośników. Być może przyzwyczailiśmy się, że jeśli niegdyś były trzy, albo
więcej, to oznaczało to lepszą kolumnę. Przy tych poziomach cenowych
(powiedzmy, poniżej 5000 zł za kolumny) jest dokładnie odwrotnie.
Lepiej, jeśli użyjemy dwóch lepszych głośników (przetworników) niż
trzech słabszych - ostatecznie każdy projekt ma swój ściśle określony bud
żet.
Im wyżej w cenniku, tym ta zasada jest luYniejsza i gdzieś od 4000 zł
za parę spotkamy kolumny o większej liczbie głośników, które zagrają naprawdę
nieźle. Generalna zasada jest jednak taka: nie sugerujmy się konkretn
ą techniką, rozwiązaniami, ale tym, co usłyszymy. Jeśli kolumna
z jednym głośnikiem zagra lepiej niż z dwudziestoma, to nie ma się nad
czym zastanawiać.
W drugą stronę - to samo (chociaż to tylko teoretyczna
możliwość...).
SZCZYTY
Jeśli przebrnęli Państwo przez artykuł aż dotąd, to znak, że jesteście przygotowani
na więcej. Jak wspomniałem, system za jakieś 4000 zł (za całość)
przyniesie wiele radości. Jednak system za 6000 zł, byle rozsądnie zestrojony,
zagra lepiej. Prawdziwa jazda zaczyna się jednak wówczas, kiedy za
jeden element damy ponad 10 000 zł.
To taka umowna granica, poza któr
ą zaczyna się coś, co nazywamy hi-endem, a więc szczytem. Jest to granica
umowna, bo i poniżej znajdziemy urządzenia (kolumny) tego typu
i powyżej takie, które się tam nie kwalifikują, jednak jako narzędzie operacyjne
kwota 10 000 zł jest użyteczna. Przy takich pieniądzach oprócz
wspomnianych wyżej dylematów: tranzystor czy lampa; wolno stojące czy
monitory itp., dochodzą nowe.
Im wyżej w cenniku, tym bowiem urządzenia ulegają większej separacji. Najwcześniej stanie się to ze wzmac
niaczem, który nie będzie już jedną paczką, a więc wzmacniaczem zintegrowanym,
a z dużym prawdopodobieństwem będzie
się składał z przedwzmacniacza i końcówki
mocy, albo z przedwzmacniacza i dwóch
monobloków (monofonicznych końcówek
mocy).
Taka karma... To samo z odtwarzaczem
- przy pewnym stopniu wyrafinowania
będziemy mieli do czynienia z osobnym
transportem i przetwornikiem DAC.
W najdroższych systemach odtwarzacz
dzieli się na cztery - pięć elementów! To
samo ze wzmacniaczem.
Nie jest to obowi
ązkowe, bo i za 50 000 zł można kupić
wysokiej klasy wzmacniacz zintegrowany,
jednak będzie to raczej wyjątek.
I w ten sposób weszliśmy naprawdę wysoko
- i w cenniku, i w możliwościach. Jeśli
uważają Państwo, że to głupota i marnotrawstwo
tyle wydawać na sprzęt audio, to
może najwyższy czas pomyśleć o tej dziedzinie
naszego życia, jak o kolejnej luksusowej
stronie życia.
Jak drogie zegarki czy
samochody. Te ostatnie też przecież służą
do przenoszenia nas z miejsca na miejsce,
a przecież chcemy to robić szybciej, wygodniej
i bezpieczniej. I tak jest ze sprzętem
audio - to wyrafinowana rozrywka,
która jest czymś więcej niż miłym spędzęniem
wolnego czasu, jest bowiem obcowaniem
ze SZTUKY.
COŚ WIĘCEJ
NIŻ TYLKO SPRZĘT
Omawiając systemy stereo nie da się nie
wspomnieć o dwóch rzeczach: o mającym
ponad 100 lat gramofonie analogowym
oraz o sprzedanym właśnie w milionowym
egzemplarzu i.Podzie. Ten ostatni już na
pewno będzie ikoną początku XXI wieku.
Starsi mają jednak pierwszeństwo, więc zaczynamy
od gramofonu.
Niewłaściwie nazywany czasem "adapterem",
gramofon wciąż jest najdoskonalszym
domowym urządzeniem odtwarzającym. Nie, to nie pomyłka, i nie znajdą Państwo
erraty do tego akapitu. Technika analogowa,
na której bazuje czarny krążek, jest
najbardziej zbliżona do sposobu, w jaki
słyszymy i technika cyfrowa (CD, SACD,
DVD) wciąż jeszcze nie uporały się ze swoimi
problemami w tej dziedzinie.
Stąd
u znaczącej większości recenzentów
systemów audio najważniejszym źródłem sygnału
jest gramofon. Poza jakością
dźwięku oferuje on jeszcze
jedno - możliwość obcowania
z prawdziwym, mającym "duszę" urządzeniem,
czymś, co nie tylko świetnie gra, ale
także dodaje wnętrzu mieszkalnemu szczególnego
sznytu. Dobry gramofon można
dostać już za jakieś 1500 zł, a w tych przedzia
łach cenowych specjalizują się dwie
firmy - angielska Rega oraz austriackoczeski
Pro-Ject.
Gramofony za te pieniądze
są fabrycznie wyposażane we wkładkę gramofonową i powinny być wyregulowane,
abyśmy w domy tylko wyjęli je z pudełka i
podłączyli do wzmacniacza. No, może nie
od razu do wzmacniacza, bo do gramofonu
jest potrzebne coś, co nazywa się przedwzmacniaczem
gramofonowym, ale chodzi
o to, żebyśmy się z tym za bardzo nie
mocowali.
Przedwzmacniacz jest potrzebny
po to, aby bardzo cichy i specyficznie
ukształtowany sygnał z wkładki dopasować
do potrzeb wzmacniacza. Niektóre
wzmacniacze zintegrowane posiadają
przedwzmacniacz gramofonowy już wbudowany
(np. Denon czy Yamaha) i w
znacznej mierze jego jakość wystarczy na
taki gramofon. Jeśli we wzmacniaczu
przedwzmacniacza nie ma, lub jeśli wymagamy
od życia czegoś więcej, a od urządzeń
lepszego dźwięku, to warto zainwestować
w zewnętrzny przedwzmacniacz.
Ich ceny
rozpoczynają się od 100 zł, jednak w takim
przypadku nie schodźmy poniżej 300 zł.
A o płyty się nie martwmy - znacząca
większość nowych wydawnictw znowu jest
tłoczona na winylu, a poza tym dostępne są
reedycje wszystkich najważniejszych nagrań
jazzowych, rockowych i muzyki klasycznej.
A jeśli zasmakujemy w tego rodzaju
dźwięku, to w górę nie ma ograniczeń -
wydając na gramofon jakieś 5000-6000 zł
dopiero liźniemy to, co potrafi stara, czarna
płyta.
Drugim elementem, który nieodłącznie
kojarzy się dzisiaj z muzyką jest odtwarzacz
MP3, w najbardziej wyrafinowanej
formie - i.Pod. Chociaż audiofile wieszają
na nim psy, ponieważ kompresja oznacza
wyrzucenie części danych i w efekcie
znacznie gorszy dźwięk (bez względu na
to, co mówią sprzedawcy), to jednak dzięki
temu małemu gadżetowi ludzie znowu zaczęli
słuchać muzyki.
Moda na MP3, przynajmniej
moim zdaniem, oddaliła widmo
wymarcia melomanów i zniweczyła plany
przekazania Ziemi we władanie miłośnikom
gier komputerowych i filmów. Ważne
wszakże, aby kiedyś przejść na "regularne"
urządzenia. Jednak tu i teraz możemy
w znacznym stopniu polepszyć dźwięk
i.Poda.
Wiele firm produkuje bowiem tzw.
docki, czyli stacje dokujące, do których
można włożyć urządzenie tego typu. Stacje
są podłączone z wieżą i dzięki temu można
używać MP3 jako Źródła sygnału - słuchać
przez duży system muzykę z twardego dysku
odtwarzacza. To naprawdę duży krok
naprzód i dobrze przygotowany dock przyniesie
dużo radości.
A tego typu udogodnienie
oferują niemal wszyscy producenci
sprzętu audio. Warto się więc od razu, przy
zakupie systemu zapytać, jak
można zintegrować z nim
nasz player. Część urządzeń, jak wspomniany
model Solo firmy Arcam,
zostały od razu zaprojektowane
pod kątem współpracy
z i.Podem i można odtwarzaczem
sterować za pomoc
ą pilota systemu, a informacje
o utworach podawane są
na głównym wyświetlaczu.
Jak widać, audio to nie tylko obowiązek,
a także dobra zabawa. Jest skomplikowanym
światem, jednak jeśli raz się tym zarazimy,
to wkroczymy w nowy, jak wierzę
- lepszy świat. A nawet jeśli nie, to
przynajmniej upewnijmy się, że nie zachowujemy
się jak dziecko - ubieramy
ciepłą kurtkę, a zapominamy o czapce,
i kupmy jakiś godziwy system.
A warto
też wcześniej rzucić okiem na to, co
o konkretnych urządzeniach piszą poświęcone
tym zagadnieniom pisma. Gor
ąco polecam przede wszystkim najlepszy
polski magazyn - "Audio" (www.audio.
com.pl; którego redaktorem zresztą
jestem) i internetowy, jedyny polski magazyn
tego typu - "HIGH Fideity OnLine"
(www.highfidelity.pl), z którym też
jestem ściśle związany.
To na pewno pozwoli
wyrobić sobie pojęcie o tym,
z czym mamy do czynienia i może posłużyć jako swego rodzaju ściąga - ściąga, za
którą tym razem nikt nas nie ukarze,
a wprost przeciwnie, będzie to bryk, który
pozwoli nam oszczędzić sporo pieniędzy
i nerwów. Czego Państwu i sobie gor
ąco życzę!
|